Nie przyszedł Twój czas

Codziennie na świecie miliony ludzi stara się zmienić coś w swoim życiu. Podejmują działania, które mają zbliżyć ich do wyznaczonego celu. Planują każdy krok na drodze do sukcesu. Spotykają się z ludźmi, którym się udało by zaczerpnąć inspiracje. Czytają książki prawiące o motywacji wewnętrznej i odwadze potrzebnej do przekraczania barier. Pomimo spełnienia powyższych warunków, teoretycznie kwalifikujących daną osobę do zrealizowania celu, nie powiodło się. Dlaczego?

Pierwszym powodem jest niezdolność do zaakceptowania porażki. Harujesz jak wół na to by zasłużyć sobie na postęp, jednakże oczekiwane efekty długo nie przychodzą. Zaczynasz się zastanawiać: „co robię źle?”, „co jest ze mną nie tak?”. Powątpiewasz w słuszność kontynuowania obranych zadań przybliżających Cię do celu. Teraz masz dwa wyjścia: a) odpuszczasz, a tam…

Spadam

8eb50945ad498dcf35157a599ae8961cNapisałam kiedyś na poprzednim blogu artykuł „Czy samobójstwo to rozwiązanie?”. Pamiętam, że pod tym wpisem pojawiła się największa ilość komentarzy. Każdy twierdził, że życie odbierają sobie tchórze, szaleńcy i desperaci. Jeszcze rok temu przyznałabym im rację. Dziś ja sama jestem taką desperatką. Myślę o samobójstwie. Coraz częściej i intensywniej. Jestem bardzo nieszczęśliwa. Nie mam nikogo, kto by choć odrobinę mnie kochał, szanował i wspierał. Potrzebuję pomocy. Potrzebuję kogoś, kto by mnie wyciągnął z tego dołku, w który wpadłam kilka lat temu i sama żadnymi siłami nie mogę się z niego wykaraskać.

Być może zbyt dużo od siebie wymagam. Może nie jest mi pisany kochający chłopak, może nie zasłużyłam sobie na sukcesy w szkole, w sporcie i realizowaniu się we własnych pasjach, ktoś, kto steruje tym całym mechanizmem uznał, że jedzenie, picie i spanie powinno mnie cieszyć. Mam dwie nogi, dwie ręce, wiem, że jest wielu ludzi, którzy zamieniliby się ze mną…Wiem, rozumiem to. Prosta wiejska dziewczyna zamarzyła by zostać księżniczką. By mieć lepsze życie, by choć trochę je zmienić i uczynić szczęśliwszym. Nie wiem, dlaczego się urodziłam, tyle dzieci nie dożywa nawet wyjścia na świat, ginąc w płodzie, a wśród nich może był ktoś ponadprzeciętnie zdolny, ktoś kto ewoluowałby ten świat.

Patrzę na swoich znajomych, którzy osiągają takie sukcesy o których ja mogę jedynie pomarzyć, przyjrzeć się im i pogratulować. Tymczasem mnie pozostają, znajomi, którzy ani trochę nie dbają o to, by pielęgnować relacje, nawet nie odpowiadając na głupiego sms-a, rzeczy za które się biorą nie wychodzą mi. Zawsze się śmiałam z histeryków i nastoletnich dziewczynek z „depresją. Miałam się zawsze za lepszą, a jestem taka sama, nawet gorsza… Nie mam po co ani dla kogo żyć. Nie obchodzi mi, czy cokolwiek się zmieni, nie zmieni się…

Prosty sposób na podniesienie samooceny

Znam pewien sekret, z którym chcę podzielić się ze wszystkimi zakompleksionymi dziewczynami. Mianowicie: aktywność fizyczna. Wystarczy poświęcić pół godziny dziennie na ćwiczenia, a same zauważycie, w jak zastraszającym tempie, zmieni się wasze mniemanie o sobie. Spróbujcie! Polecam!

Codziennie chodzę na treningi judo. Pokochałam to! Trener, który dotąd nie zauważał mnie na treningach, teraz dostrzegł we mnie potencjał. W końcu mnie docenił. Nie zaprzepaszczę tego, i wierzę, że pewnego dnia będę mogła oznajmić na blogu: zdobyłam złoty medal w zawodach. Jeśli tak się stanie, uwierzę, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Jeśli pokonam swoje lenistwo, brak wiary w siebie i nadwagę to…zostanę zwycięzcą. :) Nie chudnę, nabieram masy mięśniowej. Ważę 78 kg i mam zarysowany brzuch, a ramiona z treningu na trening są coraz twardsze. Czuję, że idę we właściwym kierunku. Podnoszę ciężary, choć moi rodzice są bardzo przeciwni bym dźwigała, tym bardziej, że mój tata kiedyś podnosił ciężary (odnosił sukcesy, jest ogromnym 2-metrowym gorylem ze skłonnościami do tycia, zupełnie jak ja) i ma rozwalone kolana. Nie może już podnosić, tylko na ławce albo na siedząco.

Nic tak mnie nie cieszyło. Jak łatwo stać się szczęśliwym, wystarczy znaleźć pasję. Wszystko. Pozdrawiam Kochani i samych dobrych rzeczy! :)

Podsumowanie roku 2014

Nigdy wcześniej nie podsumowywałam starego roku. Z reguły nie zwracałam na to uwagi i rozpoczynałam nowy rok z przytupem. Teraz mam zamiar spisać, co mnie obecnie zaniepokoiło, uszczęśliwiło i dało mi wyraźnie do myślenia.

1

W zbliżającym się roku na pewno nie zaprzepaszczę efektów mojej ciężkiej pracy nad własnym ciałem. Styczeń, początek 2014 – kulminacyjny okres dla mojej sylwetki (nigdy nie wyglądałam tak dobrze, i tak się też czułam) , w lutym miałam zabieg chirurgiczny (odsłonięcie zastałych trójek, kto jest zainteresowany może wygooglować), i od tego czasu nic nie robiłam – konkretnie nic. Wróciłam do domu ze świadomością, że już świetnie wyglądam, bo nikt się ze mnie nie naśmiewa, ani nie wytyka palcem jak trędowatej, więc zaprzestałam treningów. Miałam parę pobudek moralnych, ale kończyło się na paru dniach ćwiczeń, a potem wszystko wracało do ówczesnego stanu. Waga nie wskazywała na przyrost tkanki tłuszczowej, ale widziałam po sobie, że to nie jest to ciało, które tak wypieściłam parę miesięcy temu. Po 8 miesiącach nie wytrzymałam i wróciłam do judo. Muszę się pochwalić, że tydzień temu wzięłam udział w zawodach, w których nie chciałam uczestniczyć, trener mnie wręcz siłą na nie namówił, nie czułam się dość pewnie by walczyć przed ludźmi, którzy nas oglądali, tych kotłujących się po macie, ale pomyślałam: „co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” i tym oto sposobem wywalczyłam złoty medal. Teraz odwracam się za siebie, wisi na portrecie, który dostałam od Vedrany. I, choć to nie była walka na wysokim poziomie, nazwałabym to bardziej szarpaniną niż dobrą technicznie walką, ale…udało się. :) Zaczynam z wagą 77 kg, postanawiam ważyć 65 kg.

  • dieta składająca się z 5 posiłków dziennie, bez ulegania pokusom
  • systematyczne ćwiczenia
  • uśmiech na twarzy po każdym treningu (tego sobie nie muszę obiecać, bo po każdym treningu jestem szczęśliwa)

2

Rysuję.

  • 1 h codziennie poświęcona na bazgranie, nawet nie na portret, zlecenie czy konkurs, ale po prostu na byle czym, czymkolwiek, ale, żeby ręka nie zapomniała, jak TO się robi

3

Nauka…hmmm…nie lubię pisać o rzeczach, do których trudno mi się przełamać. Ja naprawdę się nie lubię uczyć, oczywiście chodzi mi o siedzenie w szkole i odrabianie prac domowych, poza tym kocham zdobywać nową wiedzę umiejętności, ale…algorytmy?!!! proooooszę. W I klasie LO mam średnią na półrocze 4,06. Najsłabsza jaką do tej pory miałam. Czerwony pasek miałam bez kiwnięcia palcem, a tu, nooo jest już ciężej, nie powiem, i nawet inteligentne dzieci muszą wyjść spoza sferę komfortu i zacząć coś robić by mieć dobre stopnie. No mam same 4…najwięcej, wcześniej piąteczki, a teraaaa??? łeeee

  • 2 h dziennie na naukę, jedynie piątek wolny od wszelkiego siedzenia w książkach, a w weekend po 1 h

4

Mam poważny problem z organizacją czasu, zauważyłam, że gdybym chciała robić WSZYSTKO…mieć dobre stopnie, chudnąć, pięknie rysować, mieć czas na przyjaciół i kolegów, obowiązki domowe, psa, bloga to musiałabym nie wiem…próbowałam tak parę razy pogodzić to wszystko, ale z reguły na drugi dzień budziłam się na wpół martwa, a drugie pół zdechła.

Dlatego kupiłam sobie piękny kalendarz (pierwsze raz będę prowadzić kalendarz), taki jaki potrzebuję, z rozpisanym godzinami, co robie wieczorem rano z celami, miesiącami, planem lekcji, picuś glancuś, miód malina i orzeszki.

  • podsumowywać każdy dzień i pisać sobie cele niezbyt wygórowane by się nie wypalić na samym starcie

5

Dbanie o dom i rodzinę. Wywiązywanie się z obowiązków.

To tyle, wiem, że 100 postanowień (sorry) spisują idioci, albo (też sorry dla nich) tak silne jednostki, które wszystkiemu podołają (wierzę, że tacy ludzie istnieją, choć jeszcze takich nie spotkałam, a znam wiele wybitnie utalentowanych osób, które z reguły realizują się znakomicie w jednej dziedzinie, no znam parę wypadków, że w 2, 3 są świetni, ale to max.)

No ja to nauka, odchudzanie, rysowanie – 3 głownie, na pierwszym miejscu odchudzanie, no niestety nauka nigdy nie wygra z niczym, a chcę być lekarzem. :D

POWOOOODZENIA W NOWYM ROKU, BYŚCIE TAK JAK JA, CHOĆ POWĄTPIEWALI TO WYGRYWALI, NIE WAŻNE NA JAKIM SZCZEBLU, Z JAKIM PRZECIWNIKIEM, I JAK BARDZO W SIEBIE NIE WIERZYCIE – NIE PODDAWAJCIE SIĘ, BO TO NAJWIĘKSZA GŁUPOTA, JAKĄ MOŻNA ZROBIĆ. UDOWODNIĘ, KAŻDEMU, KTO JESZCZE SIĘ CZAI ZE SWOIMI MARZENIAMI, ŻE MOŻNA I WARTO. :D WESOŁYCH ŚWIĄT KOCHANI I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!! :D

Mocniej zabiło mnie serce

Supergirl. Czyżby? ;)

Supergirl. Czyżby? ;)

Wypiłam melisę, jakoś nerwy mi poluzowały, daję im 5 minutową drzemkę, niech też poczują, że idą święta i pójdą na krótki, ale zawsze – urlop. Dziś sprezentowałam też swoim rudym sięgającym łopatek włosom pielęgnację olejem kokosowym – liczę na wdzięczność kochaniutkie, możecie być lśniące i mięciutkie, gdy kolega z ławki znów zapragnie Was dotknąć i powiedzieć: jesteście piękne. Jutro trzecioklasiści piszą próbne matury – trzymam za Was kciuki i życzę jak najwyższych wyników, choć w sumie to tylko próbne, więc jak tam sobie chcecie. ;)

Pomyliłam wielką rodem z filmów miłość ze zwykłym nastoletnim zauroczeniem. Usprawiedliwia mnie wiek i brak jakiegokolwiek doświadczenia. Śmieję się w tym momencie z własnej gotowości do poświęceń dla tego chłopaka. Słysząc z ust osób, które go znają o jego problemach, z którymi nie potrafi sobie poradzić, reagowałam rozwartymi z zaskoczenia ustami, jak z tak pięknych błękitnych oczu może ściec łza przecież bogowie się nie smucą ani nie płaczą z powodu jakiś błahostek. Jeszcze tydzień temu moje anielskie skrzydła pojebanej miłości chciały delikatnie zatrzepotać do niego i przeprosić za to, że się upił i potraktował mnie jak…eeee…szmatę, łatwą panienkę, barmankę-wolontariuszkę, która nalewa biednym dzieciom trunków od których magicznie lewitują nad glebą i zapominają o klasówce z „pszyry”. Jestem takim samym dzieckiem…tak samo jak oni piłam…poszłam na tę imprezę, bo…myślałam, że podejdzie do mnie, porozmawia, odprowadzi potem do domu i przytuli…(Julka, Julciu, Ty inteligenta bestio – serio tak myślałaś? musiałaś być albo lekko przyćmiona albo naprawdę zakochana.)

Nie powinnam o nim pisać…ooo nie, co to to nie, ale będę…kurde, to mój blog, ja sobie tutaj mogę pisać o wszystkim, że schudnę, że przytyję, że te podpaski są lepsze od tych, że w Biedrze nie warto tego i tego kupować, a w Lidlu tego. Pochwalę się, że brzuch mi się już powoli rzeźbi, naprawdę, górne parte, aż koleżanki już zauważają, że mam wyrzeźbiony (nie pytajcie o dół, bo to jedna wielka ukochana fałda). Powiem te marzenie, powiem je, wcześniej pisałam bloga dreamscometrue i… przed 20 chcę wystartować w zawodach kulturystycznych, a jeśli mi się to nie uda to, żeby mieć pięknie wyrzeźbione ciało. Czuję się silna, gdy spadam z drążka, by po ileś razy spróbować się choć raz podciągnąć lub powisieć chociaż te minutę. Ostatnio rysuję, ale jakoś mi nie wychodzi.

Dobra…w komentarzach zostawiajcie propozycje tematów lub same tytuły do notek, jakie mogłabym napisać, będę miała bardzo dużo czasu podczas świąt, więc na pewno się za to wezmę, a weny mam naprawdę ostatnio mało. :( Pozdrawiam dzidzioszki. :)

Cyc do przodu

6171e02c9d1e804b277a6bccffdb0112

Ktoś wysoko urodzony i wychowany na nienagannego praktykanta zasad savoir-vivre, wydąłby teraz wargi w grymas wyrażający zniesmaczenie i wyłączyłby tego bloga, którego autorka lubi od czasu do czasu rzucić mięsem. Tę notkę dedykuję każdemu, kto ma za sobą ciężki tydzień, kryzys w związku, portfel, do którego wdarły się nieproszone insekty, wysysające banknoty jak komary krew lub wszystko naraz.

Płakałam jak bóbr przez pewnego księcia, który po baczniejszej obserwacji, okazał się zwykłym żulem spod monopolowego dla którego najwyższą świętością jest przekonanie przechodzących obok niego babć, że życie go wyruchało i zostawiło samego jak szmatę, dlatego niezwłocznie potrzebuje pieniędzy od łaskawych ludzi, na których los zostawił suchą nitkę w postaci kilkuset złotych miesięcznie. Każdy popełnia błędy, ale potknięcie zobowiązuje do podniesienia czterech liter z bagna i podania dłoni tym, których przewróciłeś, ale królewicz po głębszej analizie doszedł do wniosku, że księżniczka zasłużyła sobie na pchnięcie do śmierdzącego bajorka. Królewna, po kilku dniach, wypełzła na ląd – obdarta z godności, przemarznięta, wystraszona. Przyjaciele oraz rodzina próbowali skleić jej poharatane na strzępki serce z pozytywnym skutkiem. Księżniczka zaczęła patrzeć na swoje odbicie w lustrze z szacunkiem i miłością, której naiwnie szukała w ślepcu, który otwierał oczy jedynie na słowo: alkohol.

Jak powszechnie wiadomo: „Miłość kpi sobie z rozsądku”, czyt.: totalnie olałam naukę. Dopiero teraz zajrzałam do swojego dzienniczka z ocenami i szczerze? Rozczarowałam się dość boleśnie, bo planuję, po zdaniu matury, pójść na prestiżowe studia do olbrzymiego miasta, a progi punktowe są tak wysokie jak siatkarska kadra ustawiona w wieżę. No, ale cóż, albo tracisz każdą minutę na myślenie o jakimś dupku, który ostatecznie i tak Cię kopnie w zadek albo systematycznie uczysz się by wyśmienicie napisać maturę i dostać się na dobre studia. Obecnie działam według drugiej zasady, ale ile to potrwa do kolejnego zauroczenia (mam nadzieję, mniej fatalnego)?

Dziś poprawiłam (prawie) wszystkie oceny, cieszę się na to, co przede mną, otworzyłam się na znajomych, dostaję zaproszenia na 70-osobowe domówki pod nieobecność rodziców, ale się na nich nie zjawiam, bo byłam już na jednej imprezie i póki co, wystarczy…wiem jak wyglądają takie zabawy, bachożeria strumieniami leje sobie do gardeł litry wódki albo piwa i ma się za panów świata, domu, a ja naprawdę nie mam ochoty, choć zawsze narzekałam, że nie mam żadnych przyjaciół i siedzę zawsze w domu to nie chcę mi się wychodzić do ludzi w takich celach, ja już zdążyłam spróbować wielu rzeczy i serio nie widzę nic fajnego w piciu, paleniu, ćpaniu ani imprezowaniu (wiem, jestem nienormalna, żaden prawilny nastolatek tak się nie zachowuje)

Życie jest pełne zaskakujących niespodzianek, które spadają grom, wie skąd na nasze łby w najmniej oczekiwanym momencie. Nic się nie dzieje bez przyczyny, każda porażka jest kolejnym kamyczkiem klecącym naszą ścieżkę życiową, kto wie, być może moją metą będzie moment w którym schudnę te przeklęte ileś kilo. Choć czasem wychodzę z domu z poczuciem, że i tak mnie nic fajnego nie spotka, ani nikt nie stanie na mojej drodze to jestem ciekawa, co będzie za ileś lat, wiem, że będę miała fajne życie, a to,  że na razie mam ogromnego pecha co do ludzi, rzeczy, szkoły, no do wszystkiego jest po coś, być może to próba, która skończy się, gdy sama się zmienię i zacznę inaczej na siebie patrzeć. Co Wy na to by od dziś mówić sobie same dobre rzeczy, a tymi mniej dobrymi w ogóle się nie przejmować – anulować je, kasować? Dobrego dnia, życia, partnera, pracy, studiów, domu, seksu, lampki wina, świąt, spokoju, butów, urlopu, ferii, pasji, rozwoju, lenistwa, jedzenia, wszystkiego, czego tylko sobie zapragniesz. Cyc, głowa, nos, cokolwiek tam masz podnoś do góry i ruszaj naprzód albo się cofnij, stój, zależy na, ile jesteś gotów, wiem, że na wszystko. Buziaki. :)

Mam ogromną prośbę

Biorę udział w konkursie, właściwie mój czworonożny przyjaciel, no można powiedzieć, że razem startujemy. :) Potrzebuję 200 lajków na Facebooku, obecnie mam 89, będę bardzo wdzięczna za pomoc i udostępnienie. :))))) Konkurs trwa do 1 grudnia. :)) Z góry dzięki!! :)))

https://www.facebook.com/dogmodel.szczytno/photos/a.737369776346369.1073741839.712391432177537/737452849671395/?type=1&fref=nf

DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI!!!!

Jak uchwycić piękno?

Piękno to pojęcie względne. Jeden straci głowę dla wysokiej brunetki, drugi nie oderwie wzroku od filigranowej blondynki. To normalne, nie ma w tym nic dziwnego. Stąpają jednak po świecie tacy ludzie, którzy dostrzegą piękno dosłownie we wszystkim: parze staruszków trzymających się za rękę, okach tłuszczu w rosole, soczystym kawałku arbuza. W rzeczach, za którymi nikt przechodząc obok, się nie obejrzy. Ona natomiast, nie potrafi przejść obojętnie obok kogokolwiek, kto może opowiedzieć interesującą historię przed obiektywem aparatu. 

Fotograf ma na imię Amanda i kocha to, co robi. Tylko spójrzcie…

10814284_529100730525629_44111002_n

10342570_529101560525546_334867302_n 10585528_529101563858879_1007322606_n 10751703_529101013858934_522636379_n 10754907_529101007192268_1672808607_n 10814161_529100767192292_1047576392_n 10814153_529101540525548_270547136_n (1) 10811208_529101340525568_1072066036_n

Dziewczyna wkłada całą duszę w zdjęcia. Jest otwarta na propozycje współpracy.

„Serdecznie zapraszam na zdjęcia tych młodszych i tych starszych.
Piszcie do mnie, a na pewno się dogadamy. Składam wielkie podziękowania dla Julki, za wsparcie i pomoc.”

Amanda

Ojejciu…full radocha power! Reaktywacja odchudzania i judo…czytelniku święty nawet nie ogarniasz, jak tęskniłam za przewracaniem na macie, a z lenistwa nie podnosiłam zadu by coś zrobić…Trzymajcie kciuki! Moje życie zaczyna nabierać żywszych kolorków. Jutro bezczelnie klepnę tego gościa po tyłku i spytam się, czy bardziej podnieca go czerwona, a może czarna bielizna. :) Nie, nie zrobię tego…ale nie odpuszczę Go sobie…są dziewczyny, które zdobywały facetów i teraz są w szczęśliwych związkach (fakt, że jest ich w ciul mało, ale ja zawsze należałam do mniejszości). Jestem głupia, naiwna, ale zacznę coś robić…Tak, kocham takie spontaniczne notki.

Kocham Cię Mój Czytelniku Najdroższy i obiecuję poprawę odnoście frekwencji na blogu i jakości tekstów. How will I know śpiewałą Whitni, dziś ja to sobie nucę od rańca. :) Jestem happy, jestem po prostu happy. :)

 

6 powodów dla których warto się uśmiechać

  1. Samo uniesienie kącików ust na parę minut, nawet jeśli nieszczere sprawia, że endorfiny rozmnażają się w szaleńszym tempie dostarczając Nam dawkę dobrej energii. 
  2. Uśmiech odmładza i redukuje zmarszczki, w młodym wieku może przyczynić się do ich całkowitego zaniku w starszym wieku, natomiast osobom z dłuższą datą ważności, magicznie odjąć duchowych lat (bo w młodym duchu, młode ciało)
  3. Uśmiechając się w pracy, na lekcjach możesz zyskać sympatię bossów, a przecież komu nie zależy na dobrej opinii szefa czy babki od matematyki, która przymruży oko na luki w wiedzy i postawi Nam mierną za zniewalający uśmiech. 
  4. „Nigdy nie wiesz, kto zakocha się w Twoim uśmiechu”. Gdzieś to kiedyś od kogoś usłyszałam, ale dokładnie nie pamiętam tej mantry. 
  5. Uśmiech jest po prostu zajebisty, więc jeśli chcesz nabić wyższy level swagu, fejmu to dawaj, uśmiechaj się. Ja widzę, czy Ty się uśmiechasz czy nie, no już pokaż ząbki Julce. :) 
  6. Ludzie wolą uśmiechniętych. Chcesz mieć potężne grono wspaniałych przyjaciół? Uśmiechaj się. :) Ponurym kabaczkom mówimy zdecydowane: NIE! 

Znasz jeszcze jakiś? Jest ich mnóstwo, ale wymieniłam te o których ja zawsze sobie przypominam, gdy ostatnią rzeczą jaką chcę zrobić to się uśmiechnąć. Warto się uśmiechać czy nie bardzo? :) Jak myślicie? :)